Skip to main content

Wakacje, wtorkowy wieczór na gliwickim rynku. Prawie setka fotografów, gęsiego, pokornie rejestruje się do.. bijatyki. I choć koncepcja okładającego się aparatami fotograficznymi tłumu korci nas po dziś dzień

– tym razem poprzestaliśmy na panelowej dyskusji i wirtualnym systemie bitewnym.
Cztery tematy, cztery wtorki. Cztery zestawy wartych grzechu nagród.
Czterech jurorów. Tomaszewski, Krassowski, Milach, Arcimowicz.

Formuła bitew tak naprawdę ukształtowała się ostatecznie z chwilą, gdy Tomasz Tomaszewski wziął do ręki mikrofon. Jego cięte, czasem ironiczne komentarze podgrzały atmosferę na rynku, rozpoczęły potyczkę publiczność – juror. Potyczkę, która z różną intensywnością, w różnej formie, powracała z każdym następnym jurorem. I tak, zamiast planowanego koła ratunkowego „na wypadek lobbingu” – pojawili się prowadzący grę z publicznością przewodnicy – prowadzący między nadesłanymi obrazami, opowiadający o tajnikach fotografii.

[issuu layout=http%3A%2F%2Fskin.issuu.com%2Fv%2Fcolor%2Flayout.xml backgroundcolor=FFFFFF documentid=100123200711-61da2930f2bf48558a24bbb0e4e9b08e docname=pokochajfotografie_04-ubf2009 username=pokochajfotografie loadinginfotext=PokochajFotografie.pl%204%20%7C%20Uliczne%20Bitwy%20Fotograficzne width=650 height=230 unit=px]

Losowo zestawiane w pary zdjęcia – czasem odbierane żywiołowo, budzące emocje, czasem „mordowane” parami, gdy, zdaniem zebranych, żadne nie pretendowało do choćby cienia szans na podium. Od czasu do czasu pojawia się zgrzyt – fotografie dzielą publikę na dwa obozy, czasem zaangażowanym przedstawicielem jednego z nich staje się juror – próbuje pozyskać zwolenników, dyskutuje, walczy. „Nie ma demokracji, jestem ja!” – pół żartem, pół serio rzuca Milach. Arcimowicz co rusz porywa autorów, by opowiadali o kontekście zgłoszonej fotografii, Krassowski jak lew broni zasad „starej szkoły”. Wreszcie zostaje tylko kilka zdjęć, coraz trudniejsze wybory, jęk wśród zebranych, gdy dwaj faworyci spotykają się za wcześnie.

Jednak, koniec końców, na tym nam właśnie zależało. Mając do wyboru kwadrans demokratycznego odrzucania zdjęć „jak leci” lub parogodzinną pogadankę o konkretnych obrazach ze sławami polskiej fotografii – nie mamy żadnych wątpliwości, że pierwsze Uliczne Bitwy Fotograficzne rozegrały się w najlepszej z możliwych formuł.

I UBF – juror Tomasz Tomaszewski

„Jestem zainteresowany wspieraniem wszelkich działań, które mądrze promują fotografię, i jednocześnie uczą języka wizualnego. Bitwa Uliczna należy właśnie to takich inicjatyw. Publiczna konfrontacja tego, co fotograf uważa za dobre zdjęcie,
z tym co o nim myślą zebrani ludzie oraz juror, osoba doświadczona. To doskonały sposób na to, aby uzmysłowić zebranym, że oko nie jest tylko przysłowiowym „oknem na świat” służącym do rejestrowania rzeczy, lecz narzędziem bardziej złożonym, które określa stan umysłu fotografa. Innymi słowy mówiąc, fotograf nie tylko widzi, ale jest widziany przez odbiorcę, który decyduje o wartości fotografii akceptując ją, lub odrzucając. To wszystko uwidoczniło wyraźnie spotkanie na rynku w Gliwicach. Mam nadzieję, że Bitwa Uliczna stanie się wydarzeniem ogólnopolskim, przyczyniając się do jeszcze większego zainteresowania fotografią, która przecież jest tak niezwykle użytecznym medium.”

II UBF – juror Witold Krassowski

„Konkursy fotograficzne są dodatkową formą obiegu publicznego fotografii, a zdjęcia robi się przecież, żeby je pokazywać. Poza tym konkursy wyznaczają minimalny poziom fotografii, poniżej którego nie wolno potem zejść. Rada dla nadsyłających: aby nie fotografować bezmyślnie, żeby zapytać siebie, dlaczego chcę zrobić to zdjęcie? To pozwoli zastanowić się, co mnie pociągnęło w tym, co widzę – i to pokazać.
Zaproszenie przyjąłem z ciekawości – na miejscu zaskoczony byłem silną reakcją emocjonalną publiczności. Wartością Bitew jest dostarczenie zbiorowej rozrywki z dziedziny kultury, jeśli nie wysokiej, to wyższej. Wydarzenie, które odlepia ludzi od telewizora, albo piwa.”

III UBF – juror Rafał Milach

„Warto konfrontować swoje prace z innymi, pokazać je w szerszym obiegu. Konkursy pozwalają czasem zaistnieć zdjęciom, które nie zostały nigdzie opublikowane czy pokazane. Trzeba jednak pamiętać, że konkursy są bardzo subiektywnym sposobem oceny zdjęć, to że jakieś zdjęcie zostało nagrodzone – nie czyni go automatycznie dobrym i na odwrót. Osobiście nie traktowałem konkursów jako celu samego w sobie.”

IV UBF – juror Marek Arcimowicz

„Bardzo lubię kontakt z publicznością, bo uważam, że jakakolwiek twórczość nie istnieje bez odbiorcy. W trakcie spotkań bezpośrednich z publicznością nawiązuje się specyficzna więź, wymiana mysli, wręcz metafizyczny kontakt. Każdy może się czegoś dowiedzieć, nauczyć, ja również. Największą wartością w naszym życiu są ludzie, których spotykamy na naszej drodze.
Dla mnie fotografia jest bardzo niewymierna, jak sztuka w ogóle. To nie jest sport. Skacząc wzwyż wszystko miałem jasne. 217 to mniej, niż 218 i koniec. W przypadku konkursów fotograficznych ma znaczenie kto jest w jury, jaki miał humor, czy oglądał ten sam film, co twórca itp. Wszystko, cała historia życia może mieć znaczenie – czy jesteśmy w stanie – czy też nie – odkryć zagadkę czającą się w obrazie.”