
Kubańska wyprawa na 2 tygodnie przed stanęła przed znakiem zapytania, kiedy zabrakło paliwa dla samolotów na tamtejszych lotniskach. Uczestnicy jechali z niepewnością, co ich tam może czekać. Zaufali, że będzie cudownie, że wszystko zorganizowane i kubańska gościnność ich zaskoczy. Jak było? Napisali sami. Więcej słów nie potrzeba. I tak nie da się opisać tej magii, która się tam zadziała. Tych emocji, cudownych relacji, smaków, zapachów, dźwięków… Bardzo, naprawdę bardzo, dziękujemy!







,,…Cuba linda siempre te recordare…’’ To wszystko zdarzyło się gdzieś między jawą a snem. Gdzieś poza czasem i przestrzenią. W umyśle przewija się kalejdoskop emocji, dźwięków, zapachów, obrazów…
Wieczór Siesty był dla mnie niepowtarzalnym, wyjątkowym przeżyciem. Dźwięki jakże czułego bolera i narracja Marcina przenikały ciało i umysł na wskroś… otulona nimi i zapachem pierwszego w życiu cygara poddałam się im bezgranicznie… i zabrały mnie gdzieś na granicę jawy i snu… gdzie wtedy byłam? Nie wiem, działa się swoista magia.
Kolejne wspomnienia…to Michał z roziskrzonym wzrokiem świeżego zachwytu, szukający co dnia nieoczywistego kadru z gromadką ludzi ,,na plecach’’ i Lili ze stoickim spokojem i łagodnym uśmiechem kącików ust, mająca pieczę nad tym co nieogarnialne… Niespieszne spacery z Marcinem ulicami starej Havany, zapach starych zakurzonych fotografii i książek w antykwariacie… A potem cudowna przestrzeń, przejażdżka konno… tętent koni i wolność, wiatr we włosach… Dalej zdarzyła mi się spontaniczna ,,kąpiel’’ w rozbryzganych, słonych falach Maleconu , w cudownej poświacie zachodzącego słońca… Wreszcie to, co kocham…oszałamiające, upajające chwile spontanicznej salsy z habaneros. Dźwięki, którym nie sposób się nie podać, ruch ciała, spojrzenia pełne emocji… chwile kiedy wewnętrznie promienieję i czuję się szczęśliwa… To była dla mnie bardzo zmysłowa i upajająca, ale też emocjonalnie wyczerpująca podróż… Każdego dnia do nozdrzy wdzierało się powietrze wilgotne, gęste, niekiedy deliryczne wręcz… Jednocześnie przesiąknięte ludzkimi, małymi tragediami, codziennymi troskami mieszkańców dachów, oficyn, ulic…każdy opowiadający swoją trudną historię z jakąż łagodnością rysów twarzy i głębią spojrzenia.
Wyjazd z Pokochajami oprócz pięknych fotografii pozostawia zawsze ślad na sercu, duszy i w umyśle… dlatego warto. We wspaniałym wzajemnym towarzystwie cudownych ludzi przeżywaliśmy chwile zachwytów, wzruszeń, radości …a czasem – mam nadzieję- cichej, osobistej zadumy nad tym, co naprawdę jest w życiu ważne…
Tęskno bardzo, wciąż pozostaje we mnie tamtejsza añoranza… za czym ? Za umiejętnością dostrzegania prawdziwego szczęścia przez habaneros… wszak szczęście to,, coś w życiu do zrobienia, ktoś do kochania i nadzieja na coś’’… bo czegóż nam trzeba więcej ?
– Ania






Kuba to nie kraj, to styl życia. To ludzie, muzyka, energia. To czerpanie z życia ile się da każdego dnia. Smakowanie. Przed wyjazdem wiele osób naokoło mówiło „Nie jedź, możesz utknąć, nie ma benzyny, prądu, jedzenia”. Nawet przez sekundę nie przeszło mi to przez myśl, bo przecież jadę z Lili i Michałem (nie po raz pierwszy), a jeżeli oni podejmują się wyprawy, to wszystko będzie sprawdzone, dopięte i bez zbędnego ryzyka. Tak też było. Przepiękna podróż. Z wielu powodów. Podróż „sentymentalna w czasie”, podróż muzyczna, kto lepiej i ciekawiej może opowiadać o muzyce kubańskiej niż Marcin Kydryński. Podróż historyczna (lektury do przeczytania przed wyjazdem), a potem spacery z Marcinem, który prowadząc nas uliczkami Havany snuł opowieści zarówno historyczne, jak i literackie. Jakie to było smakowite. Do tego solidna dawka wiedzy fotograficznej, wspólne wyjścia w miasto, wieczorna analiza kadrów. Havana w ciemnych zaułkach, ciekawi bohaterowie, walki bokserskie – to z Michałem fotograficzna codzienność. Wszystko świetnie zorganizowane , nawet udało się pojechać do Trynidadu , mimo braku paliwa – takie rzeczy to tylko Lili. Fantastyczna ekipa, ludzie z ogromnym poczuciem humoru, kochający fotografię, podróże i życie – czego chcieć więcej? Kolejnej wyprawy w takim składzie.
– Kaśka





Wyprawa z FOTO i SJESTĄ w podróży to wyjątkowa kombinacja, która kształtuje naszą wizję świata, przenika dusze i wpływa na sposób postrzegania, odczuwania, a nawet nasze postawy. Te doświadczenia wzajemnie się napełniają- jedno uczy patrzeć, drugie pozwala odpocząć i poczuć chwilę. Razem tworzą doświadczenie pełne harmonii. Jeśli chodzi o organizację – była na tyle dobra i ,,autentyczna”, że nawet kubańskie kleszcze dopisały, a kopiący koń zadbał o element nieprzewidywalności:)
Dziękujemy!
– Hola i Cristoff






Tak ogólnie to po prostu było cudownie. Od początku do końca. Siesta, czyli wieczór kiedy Marcin na naszych oczach robił swoją audycję była po prostu świetna. Fotograficzna strona, jak zwykle genialna. Miejsca, podpowiedzi, feedback. Wszystko w 10-tkę. Chciałbym tylko więcej. Organizacja, co tu dużo mówić, perfekcyjna. Przecież wszyscy wiemy jak jest na Kubie w marcu 2026 roku. Jak to się w ogóle udało?
Po trzecim wyjeździe z pokochaj fotografię, mogę tylko powiedzieć, że jest to cudowny sposób na zwiedzanie świata, naukę fotografii i rozszerzanie horyzontów. Ciekawi ludzie, piękne miejsca i genialna organizacja.
– Michał





Oblicze Hawany i Trynidadu, wzbogacone obecnością mistrza Marcina Kydryńskiego („Siesta w podróży”) , stworzyło przestrzeń nieustannego uniesienia i inspiracji do fotograficznego wysiłku. To były warsztaty, w których obraz spotykał się z muzyką, a fotografia naturalnie splatała się z tańcem — salsa towarzyszyła nam niemal na każdym kroku.
„Linda Havana”, opowiedziana słowem i obecnością Marcina Kydryńskiego oraz Michała Mrozka, przywołała we mnie wspomnienie tej pierwszej, szkolnej miłości do czegoś dalekiego, niedoścignionego — i właśnie dlatego tak pięknego. Nic z tego nie wydarzyłoby się bez opieki i uważności najdroższej Lili — ogromnie dziękuję.
Nie pozostaje nic innego, jak tam wrócić… najlepiej razem z Wami. I to jak najszybciej 😉🇨🇺
– Robert






fot. Lili Haduch & Michał Mrozek



