Skip to main content

Japońskie rytuały

Piąta rano, Asakusa. Jeszcze zamknięte kramy, jeszcze zimne ławki. Michał prowadzi nas boczną uliczką, której nie ma w żadnym przewodniku. Para starszych Japończyków wyprowadza dwa shiba inu – jeden jedzie w pchanym dziecięcym wózku. Nie pozują. Autentyczny moment, z tych które kochamy najbardziej, gdzie prawdziwi ludzie robią prawdziwe rzeczy.

Tak wyglądał nasz każdy dzień. Nowa dzielnica, nowe zadanie od Michała i ten moment, kiedy przestajesz robić zdjęcia Tokio, a zaczynasz fotografować swoje Tokio. To jest różnica i po to tam pojechaliśmy. Wąskie uliczki, w których musisz zdecydować o wszystkim. Skrzyżowania, na których masz chwilę, żeby wybrać jedną twarz z tłumu. A wokół japońska jesień – czerwień i złoto, które sprawiają, że każdy kadr ma w sobie coś ekstra.

W ciągu dnia oglądamy i omawiamy zdjęcia, wyciągamy wnioski, uczymy się od siebie nawzajem – lubimy to. Ktoś pokazuje kadr i wszyscy milkną. Nie dlatego, że zdjęcie jest „piękne” – dlatego, że widać w nim emocję, która zatrzymuje. A potem lokalne święto i totalny przewrót. Ci sami ludzie, których rano fotografowaliśmy w skupieniu i ciszy – teraz targują się o ogromne kumade, krzyczą, pchają się, są roześmiani i nie do poznania. Inna Japonia. W jednym mieście, w jeden dzień. Fuji towarzyszyła nam przez cały wyjazd z tarasu, ze szczytu góry Takao. Ale ten jeden moment w pędzącym shinkansenie do Kioto, kiedy pojawiła się nagle za oknem, cała i bezchmurna – to się nie zapomina. Po Tokio – Kioto, Osaka, Nara. Co zostaje po takim tygodniu? Nie tylko zdjęcia. Zostaje nawyk patrzenia. Taki, który nie znika po powrocie do domu.

Japonia uzależnia – jedziemy tam znowu. Jeśli nie chcesz przegapić zapisów na kolejne warsztaty, koniecznie zapisz się na nasz warsztatowy newsletter.

 

Jeżeli fotograficznie odkrywać dalekie zakątki, zanurzać się w odmienne kultury, smakować egzotyczne potrawy, a to wszystko tylko jako tło do najważniejszego celu wypraw – fotografii , to tylko z Lili i Michałem czyli z Pokochaj fotografię. To moja kolejna wyprawa z nimi i za każdym razem jest to bardzo intensywny czas nauki, odkrywania, smakowania, rozmów, doświadczania nowego, masy przygód i zanurzania się rytm miejsc, w których byliśmy. Michał zawsze jest co najmniej jeden krok dalej, żeby złamać ścianę odgradzającą turystę od lokalnej społeczności. Nie zadowala się tym co może dostać czy zobaczyć każdy, szuka zawsze czegoś więcej i głębiej i to dostaje. Potem pokazuje nam jak wyjść z roli obserwatora i stać się uczestnikiem. Piękny, intensywny czas odkrywania  nowej kultury, obserwacji ludzi, przyrody. Fantastyczni uczestnicy, ciekawe rozmowy, mnóstwo śmiechu i zabawy. Kolejna dawka wiedzy i praktyki fotograficznej. Doskonała organizacja, dbanie o komfort każdego uczestnika – to Lili – cudowna kobieta, która odgaduje twoje potrzeby jeszcze zanim ty o nich pomyślisz. Pełen profesjonalizm na każdym poziomie. Dziękuję za wspólną podróż, to była podróż składająca się każdego ranka na nowo z Perfect day.
Kasia

Wyprawa do Japonii z Pokochajami to jak zwykle była mega przygoda. Świetnie zorganizowana, zaplanowana i ogarnięta.   Fajnie dobrane aktywności każdego dnia, żeby poodkrywać różne twarze Tokio. Bardzo doceniam to, że mogliśmy wziąć udział w festiwalu Tori-no-ichi, bo to było mega przeżycie.
Niesamowite jest ile udało nam się wspólnie zobaczyć i przeżyć. Było bardzo ciekawie i różnorodnie. Można było przyjrzeć się zarówno sferze duchowej Japończyków, temu jak spędzają wolny czas, jak pracują, jak świętują, jak się bawią i wszystko to przeżywać z nimi. Warsztaty jak zwykle bardzo merytoryczne poprowadzone przez Michała i nastawione na to by jak najwięcej się nauczyć. Do tego świetne towarzystwo, które serdecznie pozdrawiam! :) Czego chcieć więcej? Może trochę więcej czasu, bo 2 tygodnie to za mało na Japonię ;)
Bez wahania pojechałabym kolejny raz!
– Irka

Było wspaniale! Wspominając i przeglądając zdjęcia, wydaje się niemożliwe, że aż tyle miejsc i zdarzeń może się mieścić jednego dnia! Sekretne uliczki, do których nie dotarłabym sama lub bała się wejść z aparatem. Miękka cisza ceremonii herbaty i huk ulicznych nocnych festiwali. Wsparcie warsztatowe, szczery feedback. Miejsce, gdzie wrażliwy na obraz obserwator może podążać za migawką wybitnego fotografa. Miejsce, gdzie otwierasz szeroko oczy i codziennie podejmujesz próby by to uchwycić lepiej. 
– Agnieszka D.

fot. Lili Haduch & Michał Mrozek